Dzwoni nowa spedycja. Miły głos, konkretna trasa, stawka odrobinę powyżej rynku — na tyle, żeby się ucieszyć, na tyle mało, żeby się nie zdziwić. Zlecenie na papierze, wszystko wygląda normalnie. Wozisz raz, wozisz drugi. Faktury idą, terminy mijają, przelewów brak. Dzwonisz — „księgowość się tym zajmie”. Za tydzień telefon już nie odbiera, a strona firmy zniknęła. Zostajesz z dwoma trasami zrobionymi za darmo i nauczką, która kosztowała kilka tysięcy.
Każdy w branży zna kogoś, komu się to zdarzyło. Albo zdarzyło się jemu i po prostu o tym nie mówi. Oszuści w transporcie to nie legenda — to ludzie, którzy żyją z tego, że wykorzystują zaufanie i pośpiech. A pośpiechu w spedycji nie brakuje: trzeba szybko podstawić auto, szybko znaleźć przewoźnika, więc łatwo odpuścić sprawdzanie.
Ryzyko leci z obu stron. Jako spedytor musisz uważać na zleceniodawcę, który weźmie usługę i nie zapłaci. Ale musisz też uważać na przewoźnika, któremu podzlecasz — bo jak on nie dowiezie albo ukradnie ładunek, to Ty odpowiadasz przed swoim klientem. Podszywanie się pod cudzą, uczciwą firmę to jeden z częstszych numerów: ktoś bierze dane realnego przewoźnika, podstawia swój telefon i mail, i przejmuje towar.
Dlatego sprawdzanie to nie brak zaufania. To normalna higiena pracy, tak jak zapinanie pasów.
Nie trzeba być detektywem. Kilka rzeczy załatwia większość problemów, a zajmuje kwadrans.
Oszust zwykle się spieszy i naciska. „Musimy podstawić auto na już, nie ma czasu na formalności” — to ulubione zdanie. Uczciwa firma też bywa w pośpiechu, ale nie robi problemu z podpisaniem porządnego zlecenia i podaniem kompletu danych. Uważaj, gdy stawka jest podejrzanie wysoka bez powodu, gdy ktoś unika pisemnej umowy, gdy zmienia rachunek bankowy w ostatniej chwili albo prosi, żeby wysłać towar pod inny adres niż w zleceniu.
Przy nowym, niesprawdzonym kliencie nie ma nic złego w tym, żeby poprosić o przedpłatę albo część z góry. Jak to uczciwa firma, zrozumie. Jak zacznie się awanturować, że „my tak nie robimy”, to masz odpowiedź.
Największy błąd to zapominać. Rok temu jakaś firma zalegała trzy miesiące, w końcu zapłaciła po monitach, ale było nieprzyjemnie. Mija rok, dzwoni znowu, inny człowiek, a Ty już nie kojarzysz nazwy i bierzesz zlecenie drugi raz. Albo przewoźnik, który spóźnił się dwa razy i uszkodził towar, wraca jako „nowy” kontakt.
Dlatego warto trzymać własną historię współpracy w jednym miejscu, zamiast w głowie i w rozsypanych mailach. U nas w systemie masz bazę przewoźników z historią każdej trasy oraz rejestr reklamacji — jak z kimś był problem, widzisz to od razu przy jego nazwie, zanim klikniesz „zleć”. To Twoja prywatna czarna lista, budowana na własnych doświadczeniach, a nie na plotkach.
Żadne narzędzie nie da stuprocentowej gwarancji — najlepsi oszuści potrafią wyglądać wiarygodnie. Ale kwadrans sprawdzania i porządna pamięć o tym, kto już raz zawiódł, odsiewają większość kłopotów, zanim wjadą Ci na konto.
Chcesz mieć historię kontrahentów i reklamacji w jednym miejscu, zamiast w głowie? Odezwij się — pokażemy, jak to działa u nas.
Zweryfikuj NIP i to, czy firma jest czynnym podatnikiem VAT oraz od kiedy działa. Poszukaj opinii na giełdach transportowych i w branżowych grupach, wpisując nazwę i NIP w wyszukiwarkę. Sprawdź też dane kontaktowe — firmowa domena w mailu i adres, który istnieje, to dobry znak.
Typowe sygnały to silna presja czasu, unikanie pisemnej umowy, podejrzanie wysoka stawka bez powodu, zmiana numeru konta w ostatniej chwili albo prośba o dostawę pod inny adres niż w zleceniu. Żaden z tych sygnałów osobno nie przesądza sprawy, ale kilka naraz to poważne ostrzeżenie.
Tak, przy niesprawdzonym kontrahencie to normalne zabezpieczenie. Uczciwa firma zwykle to zrozumie. Jeśli ktoś robi awanturę o samą prośbę o zaliczkę lub część płatności z góry, warto potraktować to jako sygnał ostrzegawczy.
Zostaw kontakt — pokażemy system na Twoich zleceniach i przygotujemy wycenę dla Twojej firmy.
Zapytaj o wycenę